Kiedy w styczniu słyszałam o wirusie z Wuhan, nie myślałam, że to dotknie personalnie również mnie. Wizja koronawirusa wydawała się strasznie odległa i dość nierealna. Chiny a Polska to przecież dwa tak odległe od siebie miejsca. Czy na pewno?

Niestety nie. Po Chinach, Francji, Włoszech przyszedł czas na nas. Wszystko to, co dzieje się dziś, zbiegło się nieszczęśliwie z moją ciążą. Jeszcze oficjalnie niepotwierdzoną przez lekarza, jednak jestem już po beta HCG. Test wyszedł pozytywny.

Ciąża w czasach koronawirusa

Jak jest? Kiepsko. Beztroskich chwil nie ma w ogóle. Niestety, jedyne moje myśli to, co będzie. Czy będę miała jak chodzić do lekarza, czy będę miała jak rodzić? Zwyczajnie nie wiem.

Stan na dziś

O ile się nie mylę, bo po prostu przestałam to już śledzić, stan na dziś to 67 potwierdzeń choroby i 2 zgony (oficjalnie), gdyż podobno jest już trzeci. Wszystkie (chyba) to osoby starsze z obciążeniami. Niby trochę optymistycznie dla nas młodych, jednak jak się dłużej zastanowić to nie widać tu ani odrobiny optymizmu. Nie wiem, co będzie. Po prostu jedna wielka pustka. Ciąża ma zdecydowanie zły timing. Tylko teraz co ? No właśnie nic. Mogę mieć tylko nadzieję, że sytuacja się unormuje i na to liczę, gdyż wprowadzono drastyczne środki, m.in. ograniczenie handlu, zamykanie granic. Świetnie, tylko czy nie za późno?

To wszystko się okaże.  Natomiast jeśli chodzi o fakty dotyczące ciąży w czasie koronawirusa, to słyszałam dwie wersje. Jedna, że choroba matki nie wpływa na dziecko. Druga – mniej optymistyczna, zakłada, że choroba wirusowa w trzecim trymestrze to nic dobrego. Póki co wystrzegam się wyjść, chociaż za chwilę będę musiała na wizytę do lekarza. Czy to wykonalne? Chyba tak. Czy zachoruje? Tego nikt nie wie.