Macierzyństwo – założenia VS rzeczywistość

Tuż po zajściu w ciążę zaczęłam zakładać jaką matką będę. Jak zmieni mnie macierzyństwo. Widziałam miliony innych przykładów, miałam też wzór w mojej mamie. Wiedziałam, którą wiedzę chcę czerpać, a którą wymazać z głowy. Co zrobić po swojemu a co nie. Miałam ułożony plan, który zaraz Wam opiszę. Bo wiecie – plan planem, a życie… no właśnie, życie z maluchem to już inna bajka 😉 .

Założenie pierwsze

Nigdy, ale to przenigdy nie dam dziecku dania ze słoiczka! No bo jak tak można, warzywa i owoce są dostępne bez problemu. Dziecko powinno jeść tylko domowe dania, a słoiczki to przecież czyste lenistwo matki! Kiedyś nie było i każda z matek sobie jakoś radziła, wstawała zupę w garnuszku, szła na spacer, a zupka się gotowała. Przecież to takie proste… Tak, częściowo tego dotrzymałam, jednak były takie sytuacje, że to gotowe danie w słoiczku nie raz ratowało mi tyłek na spacerze i poza domem. Wiec wcale nie jest to takie wielkie zło jak go malują. Oczywiście zupki gotowałam, Julka warzywa i owoce dostawała do rączki i jadła, próbowała, brudziła ile się da 😉 Jednak nie warto tak do końca skreślać gotowych dań dla maluchów. Czasem na prawdę się przydadzą.

Po drugie

Nie! Moje dziecko nie będzie jadło słodyczy. No już na pewno nie przez pierwszych parę lat życia. Zdrowa dieta przede wszystkim, a słodycze wiadomo psują zęby i prowadzą do otyłości. Wszędzie o tym trąbią więc nie – moje dziecko będzie czyste! Takie były założenia – rzeczywistość jest inna ;-). Uważam, że batonik, czekolada czy chrupki jej nie zabiją. Nie je tego codziennie, nie je też tego w ilości hurtowej ;p. Jednak jeśli ma ochotę na coś słodkiego to zazwyczaj to dostaje. Ważne jest, aby po zjedzeniu umyła ząbki. Oprócz słodyczy lubi też warzywa, owoce, mięso, ser itp. ;).

Założenie trzecie

W momencie kiedy skończy rok pójdzie do żłobka. No właśnie, łatwo jest decydować o kimś, kogo jeszcze nie ma i się go nie zna. Myślisz sobie wtedy, że roczne dziecko jest przecież już całkiem duże, może sobie iść “w świat”. A jak już trzymasz brzdąca w ramionach to wiesz, jak jest bezbronne i, że rok wcale nie jest odpowiednim. Dwa latka też nie ;p

Po czwarte

Chciałam, by moje dziecko umiało to co ja. Dlatego też od zawsze włączam ją do każdych obowiązków domowych. Dla niej to świetna frajda (póki co), a także nauka. To nic, że każda czynność trwa sto razy dłużej. Robimy coś razem – gotujemy, sprzątamy, odkurzamy itp. Spędzamy wspólnie czas, poznajemy się lepiej, a porządek czy obiad to po prostu efekt uboczny ;).

Po piąte

Jasne założenie macierzyństwa to zmiana mego dotychczasowego świata. Tak wiedziałam, że on mi się zmieni. Jednak nie wiedziałam, że tak bardzo. Od chwili jej narodzin, wszystko co robię robię z myślą o niej. Każda moja decyzja wpływa również na jej życie.

Po szóste

Podobno TV, smartfon, komputer to zło i broń Boże, aby dziecko chociażby spojrzało w stronę tych urządzeń! Moje dziecko umie obsługiwać telefon, czasem ogląda swoje ulubione bajki, a niedawno nauczyła się mazać w Paintcie. Te umiejętności absolutnie nie zaburzyły jej rozwoju. Bawi się świetnie zabawkami, chodzimy na spacery i uwielbia, gdy czytam jej książki. Technologia to nie zło – ważne, aby wszystkiego używać z umiarem. Czasem filmiki na Youtube potrafią być niezłym wybawieniem, np. podczas długiej, nudnej podróży.

Tych punktów na pewno zalazło by się więcej. Wszystkich zwyczajnie nie pamiętam, jednak moim najważniejszym założeniem było to, aby Ona była zawsze szczęśliwa. Póki co – jest… A ja kocham moje macierzyństwo 🙂